Zima to czas odpoczynku

Bucha, syczy, płynie para

toczy się po śniegu

przez powietrze, zimny lód

dym ludzkich oddechów

Się błąka i wędruje

zaklina i czaruje

Tak cenne, tak jasne

tchnienie wiosny zimą

kiedy rzeka skuta lodem

i chmury szare płyną

po popielatym niebie

pełnym dymu i szarości

Kiedy, pytasz, kiedy znowu

wiosna tu zagości?

Przecież ona żyje tutaj

w naszych sercach, w naszych duszach

w tym uśmiechu, tym oddechu

tym spojrzeniu, ciepłym blasku

co to w oczach się odbija

niby jakieś małe słońce

Skromne, owszem, ale własne

ciepłe, złote, śmieszne, jasne

Szczęściem jest mieć własne słońce

kiedy tamto skryte w chmurach

przypatruje się nam, ludziom

w naszych oczach szuka lustra

w którym znowu będzie mogło

zamieszkać

Advertisements

Wołanie do ziemi (2)

Źródła, z których piją rzeki, i muł szarawy, które niosą do morza

tak pełne wiedzy o świecie, tak pewne przeznaczenia swego,

że blask, którego nie rzucają, i błysk, który nie odbija się w ich zachodzącym oku

przyćmiewa chwałę i nauki wszystkich filozofów

Opadłe liście brzóz, które chrupią miło pod nogami, i mech, jak gdyby bez koloru, opiewający drzewo

mogłyby być bogami, przed którymi klękałyby matki

bowiem miłość ich i męka, to, jak uciekają z wiatrem, i jak ten wiatr odziera je ze wspomnień

w litości swej dla świata równe są Stwórcy 

 

 

Czyż ziemia nie mogłaby zastępami jesiennych liści przesłonić nieba? Zamknąć te pyszną paszczę i wykraść jej gwiazdy?

Niebiosa wygrażają ziemi, strzelając z biczów błyskawic

odzierają lasy ze strzępek słonecznego blasku

Ale ta stoi nieugięta, pozwala liściom opadać, zbijać się w ściółkę,

w której niedługo rozkwitną grzyby

i która tak mile chrupie pod nogami.