Smak istnienia

Na granicy nieznajomości majaczą ludzie , opatuleni w tajemnice

Ludzie pełni dystansu, wyćwiczeni w samotności

pachniący podwórzem we wszystkich jego postaciach

 

Znam was, podziwiam

te buty, które cicho stąpają po gwiazdach

i obłokach, i szczytach, i marzeniach

rąbek płaszcza skropiony księżycowym pyłem

Znam gwiazdozbiory tych oczu skrytych w mgławicach

liczbę lat świetlnych między naszymi głowami

za którą ciągną się łańcuchy potęg

 

Twoje serce, moje serce

dwa portale do nadprzestrzeni

gdzie spotykamy się poza granicą myśli

ja – stojąc w progu. ty stojąc w deszczu

wśród gasnących gwiazd, po ciemnej stronie Słońca

dzieląc się smakiem istnienia

wymieniając kolejne imiona wiatru

Na ogonie miłych chwil

Na ogonie miłych chwil niczym księżyc za słońcem goniący

skrada się przedsmak jakiejś przykrości, gorzka obietnica szarości

głęboko sięgająca tęsknota za tymi właśnie chwilowymi chwilami

których nijak się nie uchwyci, chyba tylko po tym, kiedy już miną

 

Zostaje tylko smakować tę tęsknotę

nauczyć się, że jest dobra, że zdrowa

że świadczy o wzajemnej miłości, bo przecież za czym innym

miałbym tak tęsknić?

 

To nie kwestia uciechy z tego, co się ma

bo może nie ma się tego, co by się chciało mieć

To kwestia docenienia rzeczy wartych docenienia

chociaż może trochę bardziej subtelnych niż te prozaiczne, codzienne, oczywiste sprawy

 

Dobrze jest czasami zatęsknić

Sypnąć do herbaty ciut melancholii

Nawet, powiedziałbym

dobrze jest od czasu do czasu

zapłakać

choćby dla spokoju serca

 

Kiedyś

Trzymam przedwspomnienia o tobie

w źródle oka, w jego licznych korytach

Na tafli suchego policzka, gdzieś tam daleko

na końcu nosa, na zmarszczonym podbródku

albo czole

 

Kiedy przyglądam się dłoni

Widzę twoje odbicie w liniach papilarnych

Słyszę głos w trzaskających knykciach

czuję, jak błękitnymi żyłami

płynie jeszcze-nie-pamięć

 

Rozchlapywanie nie-kałuż w nie-deszczu

Nie-tulenie pod nie-parasolem

Delikatny nie-uścisk zimnych rąk

Jakieś śmiechy, przelotny pocałunek

na policzku

albo czole

Sercom i duszom

Słowa, które wypowiada dusza, kruche są, niezgrabne jakieś

nawet, jeśli się przyjrzeć, często pełne dziur

niedopracowane, nikłe, mało

znaczące

jeśli by je porównać do tych pięknych gołębic, splątanych w biżuterię

wypowiedzianych z ust, wyczarowanych przez myśl

 

A jednak, mimo ich tej śmiesznej, nieeleganckiej bezpośredniości

ukochałem słowa dusz

ganiam za nimi, kiedy, onieśmielone czułością,

kryją się za rogiem uczuć

poukładanych w schludne stosiki

 

Nie wyciągam ręki, nie tykam wścibskim palcem –

zwykle dłonie chowam w kieszeniach –

li chwycę te słowa zerknięciem, robiąc niby fotografię

i już sam

uciekam

Obietnice

 

Przebaczyć –

to znaczy ukochać bardziej, niż potrzeba

płynąć żaglowcem na milczących wiatrach

sunąć po mgle niesłodkowodnej

tanecznym krokiem wśród bałwanów

 

Nie umiem przebaczać

wolę być podmuchem mgielnym

albo tym bałwanem szarym

i zazdrosnym

 

Patrzeć tylko, jak mkną

ci, co przebaczają

z włosami rozwianymi na wietrze, którego nie ma

odziani w pieniące się suknie

wyszywane koronką obietnicy

 

nieśmiało

Białe stopy, skropione lekkim kapuśniaczkiem

potykające się gdzieś głęboko w tej deszczowej szarości

delikatnie stąpające po taflach kałuż, starające się w żadną nie wpaść

mimo doszczętnie przemokniętego rąbka sukienki

białej, szarej, bezbarwnej

 

Jak bardzo bym chciał ująć takie stopy

utulić te ramiona, zasnąć w ich motylim uścisku

białą głowę musnąć palcem

na przekór wszystkiemu – delikatnym być

 

Odwzajemnić tę biel, podarować swe stopy

dłonie, policzek

spękane wargi

 

nieśmiało, powoli, powolutku

cicho, nawet bardzo

musnąć spojrzeniem, króciutką chwilą uwagi

tylko na trochę

tylko na zawsze

..

Milczę, milczę

słuchając melodii tęsknoty

za nieistniejącym światem

Tym, który chowa się

za kurtyną niespełnionych marzeń

 

Przeklęty czułością,

Założę naszyjnik niezarzuconych ramion

Wejdę w przetarte buty

zmęczone chodzeniem za kimś innym

Ozdobię czoło wiankiem

zaschniętych przebiśniegów

 

Mój uśmiech jest prawdziwy

ale ile kryje się w nim tajemnicy

tego nikomu nie zdradzę